Ars Independent 2017 – co warto zobaczyć?

26-ego września Katowice znów zamienią się w centrum sztuki audiowizualnej. Rozpoczynamy kolejną edycję Ars Independent, którego organizatorzy i w tym roku stanęli na wysokości zadania oferując widzom filmowy wachlarz produkcji oryginalnych i wytyczających nowe ścieżki. Ja będę na pewno i dziś przeczytacie o tym, co w programie zwróciło moją szczególną uwagę!

Motywem przewodnim w tym roku zdaje się być walka z trudami dorosłości, kryzys męskości oraz trudne relacje międzyludzkie. Jak zapowiadają organizatorzy, i w tym roku nie zabraknie atrakcji nie tylko dla kinomanów, ale też wielbicieli muzyki oraz gier wideo. To chyba jedyny festiwal, który znam, który kładzie taki nacisk na jedność tych trzech sztuk.

Co roku znajduję w programie coś dla siebie, do dziś pamiętam seans Mustanga, który wbił mnie w fotel. Film dopiero kilka miesięcy później podbił box office i ilość nominacji na różnorodnych, większych festiwalach. I w tym roku wyczuwam ogromne emocje, program jest naprawdę bogaty. Szczerze – zacieram rączki i liczę, że dokładne terminy pozwolą mi zaliczyć większość zaplanowanych seansów.

Co więc zwróciło moją uwagę?

arsindependent_2017_posmak tuszu

Jak co rok o główną nagrodę Czarnego Konia Filmu walczy 6 pełnometrażowych filmów, z czego najbardziej interesująco wypadły: Quality Time – holenderski film o kryzysie męskości. Zwiastun zawierający monolog jednego z bohaterów jest nieco przygnębiający, ufam jednak że kino europejskie nie zminimalizuje zjawiska tylko do problemu z zawieraniem związków, ale ogólną nieumiejętnością wejścia w dorosły świat. Brzmi ciekawie a formą przypomina mi nieco Fusi.

Kolejny tytuł to Posmak Tuszu, o nastolatku zafascynowanym kochanką ojca. Temat może wydawać się nieco wyeksploatowany, ale debiutujący reżyser, Morgan Simon, porównywany jest do Xaviera Dolana. Choć takich górnolotnych porównań nie lubię, to forma filmu ze zwiastuna oraz sam motyw nieco to sugerują. Lubię młode, francuskie kino więc wierzę, że Bolesto zaproponuje coś intrygującego.

Ostatni tytuł z tej kategorii to Serce Miłości. Jedyna polska produkcja, a scenarzysta pisał już Ostatnią Rodzinę oraz Córki Dancingu. Dam temu szansę, choć film wymaga znajomości kontekstu i bohaterów.

A oprócz Konkursu Głównego?

Nie samym konkursem człowiek żyje. Uwielbiam, gdy organizatorzy decydują się na retrospektywy i w tym roku nie mogłam sobie lepiej wymarzyć bo… zobaczymy filmy Jerzego Kawalerowicza, w tym moje dwa ulubione – Pociąg, oraz Matkę Joannę od Aniołów. Jestem zachwycona i kto, nie widział żadnego, ten gapa. A wszystkim Katowiczanom i nie tylko sugeruję wycieczkę na seans.

Dodatkowo, zarówno otwarcie i zamknięcie Festiwalu to dwie totalnie różne produkcje, a jednak podsumowujące najpierw to, co mniej więcej nas czeka i na końcu to, co zobaczyliśmy – mieszankę hołdu dla kina eksperymentalnego oraz wytyczania nowych ścieżek.

Ars Independent dokumentem stoi!

arsindependent2017_liberation

Wyjątkowo interesująco w tym roku wypada sekcja #miasto_muzyki, która prezentuje filmy dokumentalne. Zobaczymy m.in relację z koncertu kontrowersyjnego zespołu Laibach w Korei Północnej. Poznamy historię warszawskiego klubu Fugazi, który w 1992 był namiastką Jarocina w wielkim mieście. Brzmi jak świetna historia! Kontynuując muzyczny wątek, Rumble. Jak Indianie zatrzęśli światem uświadomi widzom spory wpływ Indian na muzykę rozrywkową – oczywiście hołd nigdy tej kulturze nie został oddany, a sukcesy pojedynczych muzyków raczej przemilczane.

Pozostaje teraz kombinować czas wolny i mam nadzieję, że spotkamy się na sali kinowej! Dziękuję organizatorom za możliwość uczestnictwa w tej wyjątkowej imprezie, a Wam obiecuję dokładną relację z festiwalowych wydarzeń. Właśnie za to lubię jesień – już od września zaczyna się dla mnie festiwalowa wycieczka od Katowic, przez Łódź aż, być może, do Bydgoszczy. Zobaczymy! 🙂

Izabela Dzierżek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *