Milczenie [2016] Martin Scorsese

Milczenie zajęło Martinowi Scorsese ponad 20 lat. Pytanie czy da się odczuć wyjątkowość projektu i czy filmy o tematyce religijnej po Pasji Mela Gibsona są jeszcze w stanie podobnie poruszyć? W końcu – jakim tym razem bohaterów zaserwował nam ekspert kina gangterskiego?

Wpis miałam już piękny i gotowy po czym bang – nie zapisał się. Może to i lepiej i teraz jeszcze lepiej uda mi się ująć moje odczucia… Martin Scorsese popełnił kilka lat temu kontrowersyjną interpretację fragmentu Nowego Testamentu o kuszeniu Chrystusa na pustyni. Ostatnie Kuszenie Chrystusa z Willemem Defoe (jakże odważny wybór aktora) to interesujące studium postaci Jezusa w formie, jakiej nikt nie spróbował. Kilkadziesiąt lat później powstaje Milczenie, które stara się zmusić nas do zastanowienia się czym jest wiara, nieważne w jakiego boga. To piękny, osobisty projekt choć niepozbawiony pewnych niedociągnięć.

Otóż dwóch młodych księży – Rodrigues (Andrew Garfield) oraz Francisco (Adam Driver) wyrusza wgłąb Japonii by nie tylko krzewić wiarę, ale by uciąć plotki jakoby jeden z najbardziej charyzmatycznych i niezmordowanych misjonarzy, ojciec Ferreira (Liam Neeson), dokonał apostazji i zasilił szeregi inkwizytora. Młodzieńcy dla których właśnie ojciec Ferreira był wzorem i motywacją do pracy nieugięcie brną przed siebie dławiąc strach przed śmiercią nie tyle swoją, co wiernych. Na ich oczach władza dokonuje wymyślnych i upokarzających tortur mających na celu wybicie z głów wiarę chrześcijańską.

Milczenie to z pozoru totalnie inny film od poprzedniego tytułu reżysera, Wilka z Wall Street. A ja jednak dostrzegam pewien wspólny mianownik między ojcem Rodriguesem a Jordanem Belfortem – obaj niezachwianie wierzą. Nieistotne co. Ważne jest uczucie i podporządkowanie życia pewnym wartościom. W jednym z wywiadów Scorsese zapytany o to, czemu tak długo zeszło mu zrobienie tego filmu odpowiedział, że wcześniej wiedział, że nie da rady się tej historii poświęcić w 100%, a dodatkowo zanim się za to zabierze, musi uporządkować sobie własne podejście do wiary i Boga. Uważam, że była to słuszna i przemyślana decyzja. Dawno nie widziałam tak zdecydowanego filmu, zrobionego z taką pewnością tego, co chce się pokazać.

To nie jest na szczęście film o biednych, uciśnionych przez złych Japończyków księżach. To film o niezachwianej wierze i miłości, która w imię dobra innych musiała zostać uciśniona. Ten film jako pierwszy uświadomił mi jak wygląda prawdziwa wiara, i wiem, że nie będzie mi raczej dane tego znaznać. Jednak to, co zobaczyłam było piękne.

Pomijając mocną historię, Scorsese nie zawodzi też pod względem wizualnym. Film utrzymany jest w ciemnych, morskich kolorach które podkreślają piękno dzikich krajobrazów, ale też samotność ludzi dla których w takich warunkach Bóg jest jedynym ukojeniem. Pięknie też zagrał Andrew Garfield dla którego zeszły rok był bardzo owocny. Tak wcześnie miał już okazję grać u najlepszych, ciekawa więc jestem jego kolejnych poczynań. Trochę zawodzi praktyczny brak Adama Drivera, myślę, że nie miał odpowiednio wiele pola do popisu. Liam Neeson widniejący na plakatach pojawia się na kilkanaście minut, jednak pokazuje wszystko, co ten charakter mógł nam przedstawić. Rola totalna, a tak krótka. Jedyna rzecz, która mnie uwierała – bohaterowie mówią głównie łamanym angielskim. Musiałam sprawdzić na początku jakiej narodowości są księża, ponieważ ten kawałek historii jest mi kompletnie nieznany i gdyby nie własna ciekawość raczej bym się tego nie domyśliła od razu. Tutaj Mel Gibson zebrałby plusa 🙂

Milczenie to nie jest film dla każdego. Trzeba się mu poświęcić i wysiedzieć te prawie trzy godziny, ale z każdym dniem myślę, że było warto. Niepokoi podobieństwo plakatów i fabuły do mojej ukochanej Misji, ale to dwa różne filmy, które łączy tylko główny motyw czyli wiara. Przedstawiono to jednak na dwa, różne sposoby. Oba serdecznie polecam.

Izabela Dzierżek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *