Kochanek Lady Chatterley [2015] BBC

Napisana w 1928r. powieść została kompletnie wydana dopiero w latach 60. D.H. Lawrence wzbudził kontrowersje wśród czytelników zamieszczając szczegółowe opisy seksu czy używając niecenzuralnych słów. Sam pomysł na romans kobiety z wyższych sfer z parobkiem niektórych mógłby przyprawić o zawrót głowy. Prosta historia miłosna doczekała się wielu ekranizacji, do tej pory najpopularniejsza to ta z 1993r. z Seanem Beanem [jeszcze nie widziałam.] Po kilkunastu latach role Beana przejmuje jego serialowy syn i teraz pytanie – czy kolejna ekranizacja wnosi powiew świeżości, czy taki rodzaj fabuły może nas jeszcze szokować, a tego typu romans porwać?

Przyznaję, że nie czytałam tego klasyka jednak pokrótce przedstawię Wam na czym skupił się w swojej historii autor. D.H. Lawrence wzbogacając fabułę o wysmakowane opisy erotycznych uniesień postanowił przedstawić nie tylko historię niespełnionej w małżeństwie kobiety. Prosta historia romansu między klasami to tylko punkt wyjścia do traktatu o istocie małżeństwa – o tym, że przepisem na udany związek ani nie jest seks, ani rozmowa. To tylko dwa składniki, które tylko połączone razem przywiązaniem uszczęśliwią dwójkę ludzi. Mamy główną bohaterkę Connie (Holliday Grainger), która wychodzi za mąż z miłości, za bogatego arystrokratę Clifforda (James Norton) jednak wojna zamienia go w kalekę przykutą do wózka. Mężczyzna poniżony swą niepełnosprawnością oddala się od żony. Ta z kolei daje w końcu za wygraną, szczególnie gdy mąż zaczyna ją przekonywać, by spłodziła dziedzica z innym. Trzeci bohater tego tragicznego trójkąta, Oliver Mellors (Richard Madden), opuszczony i naznaczony wojną znajduje spokók ducha w posiadłości Clifforda do momenu poznania Lady Chatterley. Szybko padają sobie w ramiona, oboje popchnięci samotnością i potrzebą bliskości.

miało być na zawsze, w znoju i w chorobie

W niespełna 1,5h filmie nie sposób było przedstawić wszystkich zawiłych związków. Reżyser zdecydował się skupić na głównym romansie Connie i Olivera, szkoda tylko że tak pobieżnie. W najnowszej ekranizacji Kochanka Lady Chatterley wspólnych scen tej dwójki jest naprawdę mało. Nie mówię o robieniu filmu erotycznego, jednak ciężko było uwierzyć w tę pasję, którą deklarowali w słowach. W zasadzie nawet w tych kilku scenach wyznania miłości wypadły nad wyraz sztucznie. Niestety przyczynił się do tego ewidentny brak chemii pomiędzy Grainger a Maddenem. Chyba problemem tej ekranizacji jest właśnie obsada. Choć Richard Madden ma aparycję doskonałego kochanka to chyba jednak nie do końca się w tym odnajduje. Wygłaszane mowy wyszły zbyt teatralnie, karykaturalnie wręcz, nie wspominając o sztucznym akcencie osoby z niższych sfer. O dziwo bardziej przekonująco wypadł jako książę w za ciasnych spodniach w Kopciuszku. Z kolei Holliday Grainger, choc stworzyła bohaterkę którą średnio da się lubić, to wypadła bardzo dobrze, najlepiej w scenach ze swoim filmowym mężem. I tu dochodzimy do perełki tego filmu czyli Jamesa Nortona, która kradł reszcie obsady absolutnie każdą scene i przez niego ta ekranizacja powinna zostać przemianowana na Męża Lady Chatterley. Norton stworzył postać złamanego mężczyzny, która nie potrafi pogodzić się ze swym kalectwem, utratą męskości. Z jednej strony mamy nieczułego, rozpieszczonego arystokratę która nie potrafi spojrzeć ponad skostniały system klasowy, z drugiej to młody mężczyzna zdradzony i pozbawiony szans na dziedzica i szczęśliwy związek. Rewelacyjna rola, zdecydowanie najlepszy element filmu. Jak pewnie po lekturze książki i obejrzeniu innych ekranizacji wybór Lady Chatterley zdaje się oczywisty, tak w filmie Jeda Mercurio szala przechyla się w stronę tragicznego Clifforda niż gburowatego Olivera.

 niby w końcu razem, a miny mają nietęgie

Szkoda, że historia która mogła zostać odświeżona w ciekawy, a już na pewno bardziej pasjonujący sposób, jest tylko kolejną, podrecznikową ekranizacją, która można by puścić na lekcji. Mdły romans, nieprzekonywująca gra najważniejszego bohatera, tytułowego kochanka złożyły się na kolejny, średni romans kostiumowy. Na moim blogu znajdziecie zdecydowanie ciekawsze, kostiumowe propozycje.

moja ocena: 5/10

Izabel

2 Comments

  1. Faktycznie, film raczej mocno średni, chociaż zaczął się całkiem obiecująco – sama historia jest bardzo dobrym i ciekawym materiałem. No ale cóż, niepogłębienie wątków i straszna pobieżność sprawiły, że, dla mnie przynajmniej, ostatnie 15 minut było absurdalne, nie dramatyczne. A już najgorzej wypadła rozmowa Connie i Olivera w lesie, pod koniec, najdziwniejsze wyznanie miłości ever.
    I tylko Clifforda żal z tego wszystkiego.
    Muszę przeczytać książkę, bo zdecydowanie czuję niedosyt i Twoja recenzja mi to uświadomiła.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *