Ars Independent 2015

Tegoroczna edycja rozpoczęła się 22 września w kinie Kosmos naprawdę mocnym uderzeniem. Zaprezentowany widzom turecki film Mustang wzbudził entuzjazm zgromadzonej publiczności dając tym samym obietnicę na projekcje filmów nie tylko niezależnych, ale tratujących o problemach społecznych, tolerancji i tradycji.

W konkursie o statuetkę Czarnego Konia wystartowało sześć produkcji mających na festiwalu swoją premierę. Jak obiecywali organizatorzy: „w tym roku szczególny nacisk położyliśmy na kino południowo-amerykańskie (…) zdecydowanym leitmotivem jest tematyka społeczna. Dążyliśmy do tego, by w konkursie pokazać różne odcienie młodości.”
Obietnice te zostały spełnione, pytanie tylko czy zaprezentowane debiuty wnoszą do kina powiew świeżości i naświetlają pewne problemy, których jesteśmy albo pasywnymi obserwatorami albo nieświadomymi uczestnikami czy są kliszami po których seansie wrócimy obojętnie do codziennego życia.
Fotka z Gali Otwarcia zrobiona moim kalkulatorem. Festiwal stał się nieświadomym katalizatorem do zmiany telefonu.
Serbscy Barbarzyńcy prezentują patologiczny obraz podwórkowego towarzystwa. Wszyscy znamy te obrazki, reżyser nie tylko nie pokazuje nic, czym filmowcy już by się nie zainteresowali. Nie zaskakuje nawet warstwą wizualną czy montażem, dzięki którym film mógłby wyróżnić się na tle innych, podobnych tematycznie produkcji. Już w lepszym kierunku poszedł twórca kameralnego WybrzeżaFilipe Matzembacher, który w bardzo plastyczny sposób starał się ukazać ten magiczn moment przejścia z dzieciństwa do prawie-dorosłości. Bardzo ciekawa produkcja, brazylijskie kino lubi ten temat i filmowcom zdecydowanie on wychodzi. Koleny turecki film, Zanim zabraknie mi tchu to już bardzo typowe kino społeczne. Mamy młodą bohaterkę, której marzenie o godnym życiu zupełnie zaciera granice człowieczenstwa. Ciekawa historia, aczkolwiek ten temat został już moim zdaniem dostatecznie wyeksplatowany przez mistrzów gatunku braci Dardenne czy Kena Loacha. Kolumbijska Przemoc wprowadziła wśród nominowanych nową jakość. Niepokojący film złożony z trzech noweli wbił mnie w fotel i zahipnotyzował do samego końca. Tytułowa przemoc nabiera tu kształtu dzikiego zwierza kryjącego się za kadrem. Mój zdecydowany faworyt, czy wygra okaże się wieczorem. Wspomnę jeszcze o irańskim Melbourne bo to okazał się dla mnie największy zawód festiwalu. Film aspirujący do bycia thrillerem wynudził mnie niemiłosiernie, przedstawieni bohaterowie totalnie mnie do siebie nie przekonali. Mało tego, byli nieziemsko irytujący. Tak bardzo, że wszelkie ambicje reżysera by nakreślić pozycję kobiety zdominowanej w związku przez męża zostały zepchnięte na drugi plan. Sam problem z którym mierzą się bohaterowie nie zszokował mnie, być może dlatego że jestem po seansie wbijającej w fotel, duńskiej Drugiej Szansy.
Mój tegoroczny faworyt – trzymam kciuki za Przemoc!
Poza konkursem widziałam wspomianego i doskonałego Mustanga, ale też interesując, belgijski film Głową w dół. Typowe kino drogi, wzajemna fascynacja dwójki obcych sobie ludzi. Nic wielkiego, bardzo sprawna i skromna produkcja, ale był to dla mnie bardzo przyjemny seans.
Podsumowując, Ars skończył się zdecydowanie zbyt szybko, bardzo żałuję że nie udało mi się uczestniczyć w większości wydarzeń, szczególnie w seansach z sekcji Głośniej! nie można jedna mieć wszystkiego i pomimo, że zaprezentowane filmy nie zmieniły mego życia i najprawdopodobniej zapamiętam właśnie Mustanga tak bardzo fajnie było zapoznać się z kinem serbskim czy chilijskim. Serio, gdzie indziej mamy okazję do oglądania takich produkcji?
Organizatorzy zadbali, jak co roku zresztą, by widzowie mieli w czym wybierać. Zauważyłam też, że z roku na rok coraz więcej ludzi uczestniczy w seansach i kupuje karnety. Fajnie jest być małą częścią tak pięknie rozwijającej się imprezy. Gratulacje dla dyrektora festiwalu, Przemka Sołtysika, który wraz ze swoim zespołem odwala kawał dobrej, kulturalnej roboty dla Katowic. Festiwal zdobywa coraz większą popularność w Polsce i ma predyspozycje do stania się (a dla mnie już jest) jedną z najciekawszych propozycji na festiwalowej mapie Polski. Co czeka nas w przyszłym roku? To jedna wielka zagadka, warto jednak czekać!
Naprawdę ładne rzeczy!
PS: Muszę jeszcze dodać uwagę praktyczną. Tegoroczne festiwalowe plecaczki to absolutny strzał w 10. Bardzo też podoba mi się lusterkowy program wydany w wygodnym formacie A5. Zeszłoroczny był oryginalnie złożony i ładnie prezentuje się na półce, ale nie mieścił mi się do żadnej torebki!

PS2: Wyniki ogłoszone – dlatego nie lubię konkursów – bo zawsze kiepsko typuję! Jeszcze jestem w stanie zrozumieć Konia dla Zanim zabraknie tchu ale nagroda publiczności dla Melbourne mnie zszokowała. Resztki wrażliwości chyba we mnie wymarły, dlatego nie doceniłam tego filmu…

Izabel